Czasem piszę coś tutaj i pod koniec wszystko kasuję bo myślę, że ktoś nie potrzebnie mógłby to przeczytać. Czasem mam tyle w głowie, że tylko ten blog pozwala mi wylać z siebie rzeczy, które mnie gryzą. I wiem, że wiele osób nie powinno mieć wglądu do moich prawdziwych myśli a tutaj udostępnione posty mogą czytać wszyscy. Blokuje mnie to przed wyrażeniem czegoś... dlatego tych postów jest co raz mniej..
Dziwi mnie jak życie kieruję moją drogą... albo jak moja droga kreuje moje życie. Podjęte kroki przynoszą wiele plusów i minusów. Rok temu podjęłam decyzję zostania w Polsce. Nie mogę powiedzieć, że była to zła decyzja. Wiele nauki, wiele nowych doświadczeń, kilka fajnych nowych osób pojawiło się na mojej drodze. Mogłam dzielić się moją pasją z innymi i uczyć tego, co już sama umiem. Ale czy to była najlepsza z możliwych decyzji? Zdecydowanie nie. Praca ponad życiem... ponad własnym szczęściem i własnymi celami. To była kolejna lekcja. Trochę luźniejsza niż poprzednie, ale dość długa i marnotrawna. To było jak nużący wykład na uczelni, który ciągnie się nieskończoność. Tak mogę podsumować moje ostatnie 12 miesięcy. Na szczęście koniec końcom wnioski zostały wyciągnięte. Coś, do czego bałam się przyznać przez ostatnie miesiące, zostało powiedziane głośno i wyraźnie kilka razy. Teraz wiem, że moje miejsce jest tam, gdzie znajduję się moje własne szczęście. Jest tam, gdzie zaczynam dzień z uśmiechem na twarzy. Jest tam, gdzie kładę się spać z uczuciem wielkiego pragnienia dnia następnego. Gdzie zwykły spacer po ulicach przynosi mi milion inspiracji. Gdzie żyję własnym życiem. Gdy pracuje na swoje cele a nie cele innych osób. To wszystko jest takie proste.... a takie trudne do uświadomienia sobie. Życie to decyzje, których konsekwencje przynosi każdy zwykły dzień. Miałam to, co chciałam, ale czego nigdy nie pragnęłam.... miałam to, o co nie musiałam się starać. Nigdy nie było to moim celem. A wszystko dlatego, że nie potrafiłam słuchać własnego wewnętrznego głosu jeszcze rok temu. Teraz już wiem, że nigdy nie zrobię czegoś wbrew sobie. Wbrew uczuciu w głębi mnie.
Czas na zmiany.
Czas na trwałe zmiany.
Wszystko na jedną kartę.
Dobranoc.
Thursday, June 9, 2016
Monday, May 23, 2016
Fotorelacja
Miałyśmy przyjemność zatańczyć na żywo projekt NEEDED ME i kilka dodatkowych choreografii na scenie Manufaktury w Łodzi. A oto kilka zdjęć z przygotowań i występu:

Wednesday, May 11, 2016
Needed me
Chciałabym podziękować każdej osobie, która poświęciła swoje 2.5min by obejrzeć mój ostatni projekt. Oczywiście moja wizja nie zostałaby tak wspaniale zrealizowana, gdyby nie dobry kamerzysta i montaż (JINX PRODUCTION) i gdyby nie tancerki, które zaangażowały się i wystąpiły razem ze mną.
Tak sobie myślę nad tym, że często się spotykam z nie docenieniem zawodu tancerza bądź choreografa, nauczyciela tańca. W Polsce nie jest to odbierane jako zawód a raczej jakiś podzawód lub dodatek do życia. Kilka razy spotkałam się z opinią, że sobie gdzieś tam skaczę i jeszcze dostaję za to pieniądze, że mam lekkie życie. I kiedyś to próbowałam tłumaczyć ludziom... wyjaśniać, ale to nie ma sensu. Teraz już tylko mogę się uśmiechnąć i zamilczeć, gdy taka osoba (jak dla mnie albo nieświadoma albo idiota) komentuje tak na prawdę całe moje życie. Niedocenienie... jest jednym z głównych problemów wśród ludzi od lat. Jeżeli czujemy, że coś robimy dobrze, albo nawet staramy się z całych sił a ktoś nas depcze, krytykuje, nie płaci należycie albo wyśmiewa - to uczucie jest jednym z tych, które doprowadzają ludzi w dołek emocjonalny, w poczucie bezsilności, w poczucie, że do niczego się nie nadają. Tylko nieliczni stają do dalszej walki. Chciałabym wam opisać w skrócie na własnym przykładzie co to jest praca tancerza.
Zaczynając jako 7 letnia dziewczyna w klubie Tańca Towarzyskiego nigdy nie spodziewałabym się, że taniec to TO, czym zajmę się w przyszłości na poważnie. Zawsze szukałam drugiego planu... chciałam być prawnikiem, notariuszem, dziennikarką, pogodynką, wykładowcą (?!), projektantką wnętrz.... i dopiero w wieku 20 lat zdałam sobie sprawę, że szukam czegoś, co tak na prawdę mam już od 13lat koło siebie. Czyli taniec. Te moje "lekkie życie" polegało już od małego na treningach, wyjazdach, poświęcenie rodziców i ich inwestycja w miarę możliwości. Wysokie koszta związane z tańcem towarzyskim sprawiły, że zmieniłam klub i taniec na - hip hop. To były młode lata, kiedy po prostu szło się na trening i tańczyło, ale już wtedy ambicja taneczna czasem była ponad ambicją wysokich ocen w szkole. Matury zdane na 94%,94%, 76% - do tej pory nie przyniosły mi ani złotówki.
Nigdy nie myślałam, że będę zarabiać z tańca... całe życie była to jedna wielka inwestycja. Zajęcia taneczne, stroje, prywatne klasy, wyjazdy, szkolenia dodatkowe. Wyjeżdżając za granicę i pracując na dwie zmiany plus trzecia dorywcza i ciągnąc szkołę taneczną, gdy mówicie mi że mam lekkie życie to mam ochotę buchnąć rykiem. Oczywiście, że swoje mogę tu wypisać, ale nikt nie poczuje tego na własnej skórze, póki sami nie przeszlibyście przez swoją szkołę życia w wieku 20/21 lat. Na taki krok zdecydowałam się tylko i wyłącznie ze względu na to, że chciałam tańczyć. Że chciałam szkolić się od najlepszych. Pieniądze, które były potrzebne musiałam zarobić sama. A za słowem zarobić stoi: zmęczenie, wykończenie, przepracowanie, ból, łzy i bezsilność. Te same słowa możemy wpasować w taniec. Tancerze zmagają się i będą się zmagać zawsze. Z ocenianiem, niesamowitym stresem, selekcją. Ludzie ocenią ludzi na każdym kroku. Przeważnie robią to w myślach, może potem w plotkach z kumpelą. Tancerze wystawiani są na jawną ocenę. Od zwykłego treningu po casting, na którym selekcja następuję jak wybieranie ładnego pomidora w sklepie. A na taniec składa się mnóstwo elementów: technika, muzykalność, precyzja, siła, kondycja, energia, izolacja ciała, rozciągnięcie, szybkie zapamiętywanie kroków, wykonanie... a potem charakter sceniczny, charyzma, wyraz artystyczny. Na poważnym castingu tancerz musi złożyć w kilka minut te wszystkie elementy i pokazać się od najlepszej strony. Walka ze stresem i swoimi słabościami to największa bitwa, którą przeprowadzam za każdym razem w tak ważnym momencie. Dlatego nie mów mi, że sobie gdzieś tam skaczę za pieniądze, bo droga jaką przebyłam by móc tak skakać jest przepłacona hektolitrami potu i łez.
Marzenia, które były w mojej głowie doprowadziły mnie do najszczęśliwszych chwil w moim życiu. Bo gdybym nie kochała tego zmęczenia na parkiecie pewnie dawno rzuciłabym to w cholerę. Nie da rady katować się w taki sposób bez pasji i chęci. Na szczęście to nie koniec. Za 1.5 miesiąca będę ponownie za oceanem realizować kolejne plany, których nie udało mi się osiągnąć wcześniej. Ponownie porywam się na niemożliwe, ale mój upór nie pozwala mi się tak łatwo poddać. Oczywiście jest wiele osób, które mnie wspiera i mi kibicuję i pewnie wiele, które stuka się w głowę kiedy czyta np. taki mój post. Na szczęście na was nie zwracam uwagi. Innym dziękuję, bo każde dobre słowo to wielki uśmiech na mojej twarzy i kolejna pozytywna myśl w mojej głowie, że to ma sens.
Zapraszam do obejrzenia mojego ostatniego nagrania. Nie jest to czysta choreografia, ale też mała historia przedstawiona w ruchach, która kończy pewien mój rozdział w życiu.
Czysta karta przede mną i wiele nowych możliwości....
a jak jest u Ciebie?
https://www.youtube.com/watch?v=2kczyNicg1A&feature=youtu.be
my1way2 <3
Tak sobie myślę nad tym, że często się spotykam z nie docenieniem zawodu tancerza bądź choreografa, nauczyciela tańca. W Polsce nie jest to odbierane jako zawód a raczej jakiś podzawód lub dodatek do życia. Kilka razy spotkałam się z opinią, że sobie gdzieś tam skaczę i jeszcze dostaję za to pieniądze, że mam lekkie życie. I kiedyś to próbowałam tłumaczyć ludziom... wyjaśniać, ale to nie ma sensu. Teraz już tylko mogę się uśmiechnąć i zamilczeć, gdy taka osoba (jak dla mnie albo nieświadoma albo idiota) komentuje tak na prawdę całe moje życie. Niedocenienie... jest jednym z głównych problemów wśród ludzi od lat. Jeżeli czujemy, że coś robimy dobrze, albo nawet staramy się z całych sił a ktoś nas depcze, krytykuje, nie płaci należycie albo wyśmiewa - to uczucie jest jednym z tych, które doprowadzają ludzi w dołek emocjonalny, w poczucie bezsilności, w poczucie, że do niczego się nie nadają. Tylko nieliczni stają do dalszej walki. Chciałabym wam opisać w skrócie na własnym przykładzie co to jest praca tancerza.
Zaczynając jako 7 letnia dziewczyna w klubie Tańca Towarzyskiego nigdy nie spodziewałabym się, że taniec to TO, czym zajmę się w przyszłości na poważnie. Zawsze szukałam drugiego planu... chciałam być prawnikiem, notariuszem, dziennikarką, pogodynką, wykładowcą (?!), projektantką wnętrz.... i dopiero w wieku 20 lat zdałam sobie sprawę, że szukam czegoś, co tak na prawdę mam już od 13lat koło siebie. Czyli taniec. Te moje "lekkie życie" polegało już od małego na treningach, wyjazdach, poświęcenie rodziców i ich inwestycja w miarę możliwości. Wysokie koszta związane z tańcem towarzyskim sprawiły, że zmieniłam klub i taniec na - hip hop. To były młode lata, kiedy po prostu szło się na trening i tańczyło, ale już wtedy ambicja taneczna czasem była ponad ambicją wysokich ocen w szkole. Matury zdane na 94%,94%, 76% - do tej pory nie przyniosły mi ani złotówki.
Nigdy nie myślałam, że będę zarabiać z tańca... całe życie była to jedna wielka inwestycja. Zajęcia taneczne, stroje, prywatne klasy, wyjazdy, szkolenia dodatkowe. Wyjeżdżając za granicę i pracując na dwie zmiany plus trzecia dorywcza i ciągnąc szkołę taneczną, gdy mówicie mi że mam lekkie życie to mam ochotę buchnąć rykiem. Oczywiście, że swoje mogę tu wypisać, ale nikt nie poczuje tego na własnej skórze, póki sami nie przeszlibyście przez swoją szkołę życia w wieku 20/21 lat. Na taki krok zdecydowałam się tylko i wyłącznie ze względu na to, że chciałam tańczyć. Że chciałam szkolić się od najlepszych. Pieniądze, które były potrzebne musiałam zarobić sama. A za słowem zarobić stoi: zmęczenie, wykończenie, przepracowanie, ból, łzy i bezsilność. Te same słowa możemy wpasować w taniec. Tancerze zmagają się i będą się zmagać zawsze. Z ocenianiem, niesamowitym stresem, selekcją. Ludzie ocenią ludzi na każdym kroku. Przeważnie robią to w myślach, może potem w plotkach z kumpelą. Tancerze wystawiani są na jawną ocenę. Od zwykłego treningu po casting, na którym selekcja następuję jak wybieranie ładnego pomidora w sklepie. A na taniec składa się mnóstwo elementów: technika, muzykalność, precyzja, siła, kondycja, energia, izolacja ciała, rozciągnięcie, szybkie zapamiętywanie kroków, wykonanie... a potem charakter sceniczny, charyzma, wyraz artystyczny. Na poważnym castingu tancerz musi złożyć w kilka minut te wszystkie elementy i pokazać się od najlepszej strony. Walka ze stresem i swoimi słabościami to największa bitwa, którą przeprowadzam za każdym razem w tak ważnym momencie. Dlatego nie mów mi, że sobie gdzieś tam skaczę za pieniądze, bo droga jaką przebyłam by móc tak skakać jest przepłacona hektolitrami potu i łez.
Marzenia, które były w mojej głowie doprowadziły mnie do najszczęśliwszych chwil w moim życiu. Bo gdybym nie kochała tego zmęczenia na parkiecie pewnie dawno rzuciłabym to w cholerę. Nie da rady katować się w taki sposób bez pasji i chęci. Na szczęście to nie koniec. Za 1.5 miesiąca będę ponownie za oceanem realizować kolejne plany, których nie udało mi się osiągnąć wcześniej. Ponownie porywam się na niemożliwe, ale mój upór nie pozwala mi się tak łatwo poddać. Oczywiście jest wiele osób, które mnie wspiera i mi kibicuję i pewnie wiele, które stuka się w głowę kiedy czyta np. taki mój post. Na szczęście na was nie zwracam uwagi. Innym dziękuję, bo każde dobre słowo to wielki uśmiech na mojej twarzy i kolejna pozytywna myśl w mojej głowie, że to ma sens.
Zapraszam do obejrzenia mojego ostatniego nagrania. Nie jest to czysta choreografia, ale też mała historia przedstawiona w ruchach, która kończy pewien mój rozdział w życiu.
Czysta karta przede mną i wiele nowych możliwości....
a jak jest u Ciebie?
https://www.youtube.com/watch?v=2kczyNicg1A&feature=youtu.be
my1way2 <3
Sunday, April 3, 2016
Co jeśli...?
Wyobrażałeś sobie kiedykolwiek siebie w innym miejscu? Zastanawialiście co gdyby...? Czy chcielibyście coś osiągnąć, co na dany moment jest nie do zrobienia, co wydaję się abstrakcją bo np. jesteście za młodzi, za słabi lub nie macie na to pieniędzy?
Co jeśli dostalibyście potwierdzenie, że te wszystkie plany to tylko kwestia czasu i WSZYSTKO się Tobie uda?
Stajecie przed wyborami, które są bliżej waszego celu bo zaczynacie wierzyć, że to ma sens bo i tak mi się to uda...tylko muszę iść tą drogą i nie szukać wymówek.
już myślałam, że ciężkie czasy są za mną... ale chyba to była tylko rozgrzewka. Czas na najcięższą decyzję w moim życiu. Mam nadzieję, że nie będę w tym samym miejscu za rok... a decyzja, którą podejmę przyniesie same korzyści. W sumie już została podjęta... czas przyznać się przed samą sobą.
Co jeśli dostalibyście potwierdzenie, że te wszystkie plany to tylko kwestia czasu i WSZYSTKO się Tobie uda?
Stajecie przed wyborami, które są bliżej waszego celu bo zaczynacie wierzyć, że to ma sens bo i tak mi się to uda...tylko muszę iść tą drogą i nie szukać wymówek.
już myślałam, że ciężkie czasy są za mną... ale chyba to była tylko rozgrzewka. Czas na najcięższą decyzję w moim życiu. Mam nadzieję, że nie będę w tym samym miejscu za rok... a decyzja, którą podejmę przyniesie same korzyści. W sumie już została podjęta... czas przyznać się przed samą sobą.
Sunday, March 20, 2016
Failures.
Hej,
za każdym razem obiecuję sobie, że będę tu zaglądać częściej. Jednak traktuję ten blog jako forma terapii... wylania z siebie tego, co spotyka mnie w życiu. Złe lub dobre rzeczy, które targają moimi emocjami, przekraczając pewne granice. Wtedy ten kawałek elektronicznego papieru służy, że mogę wypisać swoje myśli.
Kiedyś prawie nikt nie czytał tego, co tu wypisuję. Teraz trochę boję się reakcji moich znajomych lub najbliższych, którzy wchodzą tu od czasu do czasu. Stopniowo zaczęłam usuwać stare posty... zapisując je na dysku i odizolowałam się od tego bloga, zastanawiając się, czy oby na pewno chcę byście mogli czytać to, co mam czasem w głowie. Dalej nie wiem. Ale właśnie teraz mam taką ochotę by napisać coś od siebie.
Moje życie potoczyło się w takim jak nie innym kierunku. Czasami jestem mega szczęśliwa a innym razem zastanawiam się, czy to na prawdę TO. Poszukiwanie siebie w świecie, który stoi dla nas otworem jest dla mnie jednym z większych wyzwań (jak nie największym). Kilka miesięcy temu miałam nadzieję, że odnalazłam miejsce, w którym wykorzystam swoje fundamenty i zbuduję coś fajnego. Lecz z dnia na dzień czuję, że to może nie być właściwy kierunek. Oprah Winfrey w jednym w swoich wywiadów powiedziała by słuchać swojego "emocjonalnego systemu GPS", czyli własnego głosu, który pojawia się w każdym z nas. Za pewne wiecie o czym mówię. Nie raz mamy przeczucia, które przeważnie chcemy tłumaczyć jakimś logicznym myśleniem "Przecież nie może być tak bo....". Winfrey wspomniała również, że jej własny głos nigdy jej nie zawiódł, gdy się z nim nie zgadzała zawsze kończyło się to niepowodzeniem. Zaczęłam zastanawiać nad sytuacjami w moim życiu i muszę przyznać, że moje potknięcia wynikają przeważnie z NIE słuchania swojego wewnętrznego GPSu. Gdy podejmowałam decyzję zgodne z moimi rodzącymi się we mnie emocjami wszystko układało się po mojej myśli. Ale jak odróżnić logiczne myślenie od impulsu emocjonalnego? Jak reagować nie impulsywnie w skrajnych sytuacjach, których się nie spodziewaliśmy? Gdzie znaleźć ten zdrowy rozsądek? Myślę, że każdy z nas musi podjąć kilka niewłaściwych decyzji by zdać sobie sprawę, że były one nie właściwe. Takim sposobem uczymy się jak reagować w kolejnych sytuacjach, nie koniecznie podobnych. Może brakuję nam trochę odwagi, może skromności albo powściągliwości...może. Wiem na pewno, że trzeba słuchać samych siebie. Podpowiadaczy w życiu spotkamy wielu... osób, które będą chciały naszego dobra (bądź nie), ale nikt nie wie, co na prawdę kryję się w Tobie i jaki wybór będzie najwłaściwszy dla Ciebie. Dlatego trzeba nauczyć się słuchać własnego GPSu, tego co siedzi głęboko w nas... nie wmawiać sobie absurdów, nie tłumaczyć i nie tworzyć milion wizji na określony temat. Po prostu usiąść, wyciszyć się i odpowiedzieć sobie na kilka pytań. Poczuć, że to co robimy, jest właściwe i zacząć to robić.
Jedno z głównych nurtujących pytań to Kim tak na prawdę jestem? Kim chcę być? Twoja odpowiedź teraz będzie pewnie prosta np: studentem, człowiekiem itp. Ale nie w tym sens. Nie będę tego tłumaczyć. Filozofem i psychologiem jestem tylko sama dla siebie.
Jeżeli chcesz coś zrobić w życiu albo nawet dzisiaj lub zaraz, czy kiedykolwiek stawialiście sobie pytanie : dlaczego to robię? jaka jest w tym moja intencja? co chcę tym osiągnąć?
Nawet jeżeli macie jakieś małe zamiary to: dlaczego? Czy na prawdę chcę to robić?
Dziwne (?) ... to odpowiedz sobie już teraz. Jestem pewna, że posiadasz jakąś trudną, niewyjaśnioną sytuację, z którą borykasz się od jakiegoś czasu i nie wiesz, jak znaleźć właściwą odpowiedź.
Często podejmujemy decyzje, w których nasze intencje są krzywdzące dla innych. Nie liczymy się a znieczulica ogarnia cały świat. Nasze JA jest ważne, nasze emocje są ważne... ale czy w takim razie mogę robić wszystko by mi było dobrze a drugiego człowieka tym czynem krzywdzić? Czy na prawdę chcecie to robić? Intencja. To, co kieruje nas do tego czynu... może zazdrość, zawiść, bezsilność? Ile razy zrobiłam komuś krzywdę słowem lub czynem... pewnie nie zliczę. Ale to też nauczyło mnie bym więcej liczyła się z drugim człowiekiem, gdy zostałam raz, drugi sama potraktowana w taki sposób. Zrozum to i zostań zrozumianym.
Każda porażka, potyczka, zła sytuacja to znak! ZNAK by zmienić tor biegu. Nie trzeba się tego bać, że coś nam się nie uda. Po prostu bądź wdzięcznym, że teraz wiesz, że nie w tą stronę Twoja droga. Nie ten związek, nie ta szkoła, nie to miasto, nie ten przyjaciel, nie ten czas. Wyciągajcie z takich sytuacji wnioski, jak najwięcej wniosków na swoją korzyść. Zmieńcie swoją drogę i potraktujcie każdą porażkę jako budzik, że odkryjecie coś nowego. Coś co przyniesie wam więcej satysfakcji i radości. Szkoła życia jest jedną z najcięższych i najdłuższych szkół, ale warto zdobywać wiedzę o samym sobie, by osiągnąć pierwsze miejsce na swojej scenie życia. Co jest Twoją sceną?
Życie to dar. Spróbuj zauważyć to teraz i skup się na nim w stu procentach.
uffff. poszło....
my1way2
za każdym razem obiecuję sobie, że będę tu zaglądać częściej. Jednak traktuję ten blog jako forma terapii... wylania z siebie tego, co spotyka mnie w życiu. Złe lub dobre rzeczy, które targają moimi emocjami, przekraczając pewne granice. Wtedy ten kawałek elektronicznego papieru służy, że mogę wypisać swoje myśli.
Kiedyś prawie nikt nie czytał tego, co tu wypisuję. Teraz trochę boję się reakcji moich znajomych lub najbliższych, którzy wchodzą tu od czasu do czasu. Stopniowo zaczęłam usuwać stare posty... zapisując je na dysku i odizolowałam się od tego bloga, zastanawiając się, czy oby na pewno chcę byście mogli czytać to, co mam czasem w głowie. Dalej nie wiem. Ale właśnie teraz mam taką ochotę by napisać coś od siebie.
Moje życie potoczyło się w takim jak nie innym kierunku. Czasami jestem mega szczęśliwa a innym razem zastanawiam się, czy to na prawdę TO. Poszukiwanie siebie w świecie, który stoi dla nas otworem jest dla mnie jednym z większych wyzwań (jak nie największym). Kilka miesięcy temu miałam nadzieję, że odnalazłam miejsce, w którym wykorzystam swoje fundamenty i zbuduję coś fajnego. Lecz z dnia na dzień czuję, że to może nie być właściwy kierunek. Oprah Winfrey w jednym w swoich wywiadów powiedziała by słuchać swojego "emocjonalnego systemu GPS", czyli własnego głosu, który pojawia się w każdym z nas. Za pewne wiecie o czym mówię. Nie raz mamy przeczucia, które przeważnie chcemy tłumaczyć jakimś logicznym myśleniem "Przecież nie może być tak bo....". Winfrey wspomniała również, że jej własny głos nigdy jej nie zawiódł, gdy się z nim nie zgadzała zawsze kończyło się to niepowodzeniem. Zaczęłam zastanawiać nad sytuacjami w moim życiu i muszę przyznać, że moje potknięcia wynikają przeważnie z NIE słuchania swojego wewnętrznego GPSu. Gdy podejmowałam decyzję zgodne z moimi rodzącymi się we mnie emocjami wszystko układało się po mojej myśli. Ale jak odróżnić logiczne myślenie od impulsu emocjonalnego? Jak reagować nie impulsywnie w skrajnych sytuacjach, których się nie spodziewaliśmy? Gdzie znaleźć ten zdrowy rozsądek? Myślę, że każdy z nas musi podjąć kilka niewłaściwych decyzji by zdać sobie sprawę, że były one nie właściwe. Takim sposobem uczymy się jak reagować w kolejnych sytuacjach, nie koniecznie podobnych. Może brakuję nam trochę odwagi, może skromności albo powściągliwości...może. Wiem na pewno, że trzeba słuchać samych siebie. Podpowiadaczy w życiu spotkamy wielu... osób, które będą chciały naszego dobra (bądź nie), ale nikt nie wie, co na prawdę kryję się w Tobie i jaki wybór będzie najwłaściwszy dla Ciebie. Dlatego trzeba nauczyć się słuchać własnego GPSu, tego co siedzi głęboko w nas... nie wmawiać sobie absurdów, nie tłumaczyć i nie tworzyć milion wizji na określony temat. Po prostu usiąść, wyciszyć się i odpowiedzieć sobie na kilka pytań. Poczuć, że to co robimy, jest właściwe i zacząć to robić.
Jedno z głównych nurtujących pytań to Kim tak na prawdę jestem? Kim chcę być? Twoja odpowiedź teraz będzie pewnie prosta np: studentem, człowiekiem itp. Ale nie w tym sens. Nie będę tego tłumaczyć. Filozofem i psychologiem jestem tylko sama dla siebie.
Jeżeli chcesz coś zrobić w życiu albo nawet dzisiaj lub zaraz, czy kiedykolwiek stawialiście sobie pytanie : dlaczego to robię? jaka jest w tym moja intencja? co chcę tym osiągnąć?
Nawet jeżeli macie jakieś małe zamiary to: dlaczego? Czy na prawdę chcę to robić?
Dziwne (?) ... to odpowiedz sobie już teraz. Jestem pewna, że posiadasz jakąś trudną, niewyjaśnioną sytuację, z którą borykasz się od jakiegoś czasu i nie wiesz, jak znaleźć właściwą odpowiedź.
Często podejmujemy decyzje, w których nasze intencje są krzywdzące dla innych. Nie liczymy się a znieczulica ogarnia cały świat. Nasze JA jest ważne, nasze emocje są ważne... ale czy w takim razie mogę robić wszystko by mi było dobrze a drugiego człowieka tym czynem krzywdzić? Czy na prawdę chcecie to robić? Intencja. To, co kieruje nas do tego czynu... może zazdrość, zawiść, bezsilność? Ile razy zrobiłam komuś krzywdę słowem lub czynem... pewnie nie zliczę. Ale to też nauczyło mnie bym więcej liczyła się z drugim człowiekiem, gdy zostałam raz, drugi sama potraktowana w taki sposób. Zrozum to i zostań zrozumianym.
Każda porażka, potyczka, zła sytuacja to znak! ZNAK by zmienić tor biegu. Nie trzeba się tego bać, że coś nam się nie uda. Po prostu bądź wdzięcznym, że teraz wiesz, że nie w tą stronę Twoja droga. Nie ten związek, nie ta szkoła, nie to miasto, nie ten przyjaciel, nie ten czas. Wyciągajcie z takich sytuacji wnioski, jak najwięcej wniosków na swoją korzyść. Zmieńcie swoją drogę i potraktujcie każdą porażkę jako budzik, że odkryjecie coś nowego. Coś co przyniesie wam więcej satysfakcji i radości. Szkoła życia jest jedną z najcięższych i najdłuższych szkół, ale warto zdobywać wiedzę o samym sobie, by osiągnąć pierwsze miejsce na swojej scenie życia. Co jest Twoją sceną?
Życie to dar. Spróbuj zauważyć to teraz i skup się na nim w stu procentach.
uffff. poszło....
my1way2
Thursday, January 21, 2016
INSPIRACJE 2016
Każdy z was na pewno ma kilka pomysłów w głowie, które chce zrealizować w 2016. Oto moje inspiracje 2016!
My heart is still in NYC .... this new chapter is coming/
My heart is still in NYC .... this new chapter is coming/
Saturday, December 26, 2015
Jak zrobić podsumowanie roku?
Co nam wmawiają a jak jest na prawdę?
Od kilku lat interesuję się książkami, które mają na celu motywować do działania, słucham wykładów i poznaję ludzi, którzy uzyskali lub są na drodze do sukcesu.
W czym tkwi siła?
Moje wnioski z ostatnich dni są znacznie inne od "z góry" nam przedstawianych haseł.
Nie można bezustannie skupiać się na celu "najwyższym", ponieważ taka sytuacja sprawia, że przestajemy zauważać wiele innych rzeczy wokół siebie. Najczęściej w takich momentach towarzyszy nam odczucie demotywacji i pustki z powodu bezsilności. Droga jest tak niewyobrażalnie trudna, że ciężko nam przeskoczyć postawioną poprzeczkę. Rada - zaznacz najważniejszy, największy cel na najbliższe 5 lat i zacznij skupiać się na mniejszych jutrzejszych, tygodniowych, miesięcznych, czy półrocznych planach. Jak to zrobić by działało? Wyjaśnię na koniec wpisu.
Jak to jest z pozytywnym myśleniem? Czasem pomaga, ale czasem potrafi postawić nasze oczekiwania ponad teraźniejsze możliwości, w skutek czego doprowadza to do kolejnych rozczarowań. Uważam, że zależy to od sytuacji. Najlepiej patrzeć na sprawy z dystansem. Wyuczony, wmówiony optymizm może doprowadzić, że nasze oczy zostaną zaślepione. Oczywiście myśl pozytywnie, ale z umiarem i bez wybujałości.
Nigdy się nie poddawaj! - hasło, czy uważasz, że na prawdę nigdy? Sama poddawałam się w życiu milion razy... dosłownie. Czasami było to z bezsilności, czasami z rozsądku. Są sytuację, w których trzeba odpuścić i pogodzić się z nową, nie zawsze lepszą sytuacją. Są sytuację, na które nie mamy wpływu. Są sytuacje, gdy lepiej ustąpić i zachować godność. Gdy trwasz w czymś, co Cię nie uszczęśliwia, co Cię wykańcza psychicznie bądź fizycznie, to raczej nie warto być w tym na upartego. Za to nigdy się nie poddawaj, gdy wiesz, że jesteś w stanie coś osiągnąć, gdy wierzysz w to i nawet z chłodnego punktu widzenia, poprzez analizę plusów i minusów zauważasz, że jest możliwość by to osiągnąć/zrobić/wykonać/pokonać.
Pamiętaj o zasadzie 'Step by step'! Małymi kroczkami, ale do przodu.
A co myślicie o pewności siebie? Zawsze podziwiałam ludzi, którzy mieli jej pod dostatkiem. Pewność siebie również często gubi ludzi. Widzą siebie w idealnych barwach i nie pracują nad sobą bo przecież "nie posiadają" wad. Nigdy nie byłam z siebie do końca zadowolona, w każdym ruchu widziałam wiele niedoskonałości, co doprowadzało i dalej prowadzi mnie do ciężkiej pracy. Podczas, gdy wmawiano mi by myśleć o sobie najlepiej, najidealniej i być pewną siebie... zgubiłam się w bezczelności, która sprawiała, że czułam się wyższa, niż byłam. (Oczywiście to było w mojej głowie). Ale nigdy nie doszło to do takiego stopnia bym przestała pracować nad sobą, bo tak na prawdę w głębi duszy dalej byłam niezadowolona ze swoich osiągnięć. Dalej tak jest, że wciąż mi jest mało. Brak dużej pewności siebie sprawia, że porywam się na głębokie wody, które kiedyś zaprocentują w większe sukcesy.
PODSUMOWANIE ROKU
JAK WYKONAĆ? CO ZROBIĆ BY NASTĘPNY ROK BYŁ JESZCZE BARDZIEJ OWOCNY?
materiały : przygotuj 3 duże kartki, weź długopis, usiądź wygodnie i zaczynamy!
1 KARTKA:
1) wypisz 3 najważniejsze (Twoim zdaniem) Twoje sukcesy z 2015r.
2) wypisz 3 porażki, które przytrafiły się Tobie w 2015r.
3) wypisz 7 elementów, za które jesteś wdzięczny/wdzięczna w 2015 r,
4) wypisz 7 wniosków z sytuacji, które Ci się przytrafiły (skup się na pozytywnych wnioskach),
5) wypisz 3 największe popełnione błędy w 2015r.,
6) wypisz 3 najlepsze decyzje 2015r.
2 KARTKA: TWOJE CELE
a) cele krótkoterminowe (do max 1 miesiąca)
do 29.01.2015 r.
-wypisz swoje zadania, które chcesz wykonać. Cele,które chcesz osiągnąć.
-pamiętaj by zdanie było w trybie dokonanym zaczynającym się od słowa JA, przykład:
Robię tak za każdym razem, gdy zaczynam nowy etap w życiu. Uwierz mi, jak zachowasz tą kartkę (np. pod poduszką lub w szufladzie z bielizną) i raz na jakiś czas przeczytasz te cele, skupiając się po drodze na małych kroczkach, które doprowadzą Cię do realizacji, 85-98% zostanie wykonanych. Ja za każdym razem nie mogę się nadziwić, że to, co kiedyś wydawało się abstrakcyjne, zostało przeze mnie zrealizowane. POWODZENIA!
Pozdrawiam.
-Evelina
Od kilku lat interesuję się książkami, które mają na celu motywować do działania, słucham wykładów i poznaję ludzi, którzy uzyskali lub są na drodze do sukcesu.
W czym tkwi siła?
Moje wnioski z ostatnich dni są znacznie inne od "z góry" nam przedstawianych haseł.
Nie można bezustannie skupiać się na celu "najwyższym", ponieważ taka sytuacja sprawia, że przestajemy zauważać wiele innych rzeczy wokół siebie. Najczęściej w takich momentach towarzyszy nam odczucie demotywacji i pustki z powodu bezsilności. Droga jest tak niewyobrażalnie trudna, że ciężko nam przeskoczyć postawioną poprzeczkę. Rada - zaznacz najważniejszy, największy cel na najbliższe 5 lat i zacznij skupiać się na mniejszych jutrzejszych, tygodniowych, miesięcznych, czy półrocznych planach. Jak to zrobić by działało? Wyjaśnię na koniec wpisu.
Jak to jest z pozytywnym myśleniem? Czasem pomaga, ale czasem potrafi postawić nasze oczekiwania ponad teraźniejsze możliwości, w skutek czego doprowadza to do kolejnych rozczarowań. Uważam, że zależy to od sytuacji. Najlepiej patrzeć na sprawy z dystansem. Wyuczony, wmówiony optymizm może doprowadzić, że nasze oczy zostaną zaślepione. Oczywiście myśl pozytywnie, ale z umiarem i bez wybujałości.
Nigdy się nie poddawaj! - hasło, czy uważasz, że na prawdę nigdy? Sama poddawałam się w życiu milion razy... dosłownie. Czasami było to z bezsilności, czasami z rozsądku. Są sytuację, w których trzeba odpuścić i pogodzić się z nową, nie zawsze lepszą sytuacją. Są sytuację, na które nie mamy wpływu. Są sytuacje, gdy lepiej ustąpić i zachować godność. Gdy trwasz w czymś, co Cię nie uszczęśliwia, co Cię wykańcza psychicznie bądź fizycznie, to raczej nie warto być w tym na upartego. Za to nigdy się nie poddawaj, gdy wiesz, że jesteś w stanie coś osiągnąć, gdy wierzysz w to i nawet z chłodnego punktu widzenia, poprzez analizę plusów i minusów zauważasz, że jest możliwość by to osiągnąć/zrobić/wykonać/pokonać.
Pamiętaj o zasadzie 'Step by step'! Małymi kroczkami, ale do przodu.
A co myślicie o pewności siebie? Zawsze podziwiałam ludzi, którzy mieli jej pod dostatkiem. Pewność siebie również często gubi ludzi. Widzą siebie w idealnych barwach i nie pracują nad sobą bo przecież "nie posiadają" wad. Nigdy nie byłam z siebie do końca zadowolona, w każdym ruchu widziałam wiele niedoskonałości, co doprowadzało i dalej prowadzi mnie do ciężkiej pracy. Podczas, gdy wmawiano mi by myśleć o sobie najlepiej, najidealniej i być pewną siebie... zgubiłam się w bezczelności, która sprawiała, że czułam się wyższa, niż byłam. (Oczywiście to było w mojej głowie). Ale nigdy nie doszło to do takiego stopnia bym przestała pracować nad sobą, bo tak na prawdę w głębi duszy dalej byłam niezadowolona ze swoich osiągnięć. Dalej tak jest, że wciąż mi jest mało. Brak dużej pewności siebie sprawia, że porywam się na głębokie wody, które kiedyś zaprocentują w większe sukcesy.
PODSUMOWANIE ROKU
JAK WYKONAĆ? CO ZROBIĆ BY NASTĘPNY ROK BYŁ JESZCZE BARDZIEJ OWOCNY?
materiały : przygotuj 3 duże kartki, weź długopis, usiądź wygodnie i zaczynamy!
1 KARTKA:
1) wypisz 3 najważniejsze (Twoim zdaniem) Twoje sukcesy z 2015r.
2) wypisz 3 porażki, które przytrafiły się Tobie w 2015r.
3) wypisz 7 elementów, za które jesteś wdzięczny/wdzięczna w 2015 r,
4) wypisz 7 wniosków z sytuacji, które Ci się przytrafiły (skup się na pozytywnych wnioskach),
5) wypisz 3 największe popełnione błędy w 2015r.,
6) wypisz 3 najlepsze decyzje 2015r.
2 KARTKA: TWOJE CELE
a) cele krótkoterminowe (do max 1 miesiąca)
do 29.01.2015 r.
-wypisz swoje zadania, które chcesz wykonać. Cele,które chcesz osiągnąć.
-pamiętaj by zdanie było w trybie dokonanym zaczynającym się od słowa JA, przykład:
Ja schudłam 3kg do 29 stycznia 2015r.
-ważne jest by podkreślić datę do kiedy dana czynność zostanie wykonana.
b) cele średnio-terminowe (od 3 do 6 mcy)
- zasada taka sama jak powyżej.
- zasada taka sama jak powyżej.
-pamiętaj! określ dokładną datę.
c) cele długo terminowe od 1 roku do kilku lat.
Robię tak za każdym razem, gdy zaczynam nowy etap w życiu. Uwierz mi, jak zachowasz tą kartkę (np. pod poduszką lub w szufladzie z bielizną) i raz na jakiś czas przeczytasz te cele, skupiając się po drodze na małych kroczkach, które doprowadzą Cię do realizacji, 85-98% zostanie wykonanych. Ja za każdym razem nie mogę się nadziwić, że to, co kiedyś wydawało się abstrakcyjne, zostało przeze mnie zrealizowane. POWODZENIA!
3 KARTKA:
Napisz na niej "JA TO MOGĘ ZROBIĆ! / I CAN DO IT " i powieś w centralnym miejscu. Przyklej na lustrze, szafie... w widocznym miejscu. By Twój mózg mógł podświadomie reagować na słowa, które sprawią, że zaczniesz robić coś więcej, niż tylko czekać i marzyć.
Dziwne? Śmieszne? Głupie?
:)
Życzę wam powodzenia!
W Nowym Roku dużo wspaniałych chwil i wielu prawidłowych decyzji! Aby każda wasza porażka przeradzała się w sukces. Życzę Wam abyście umieli wyciągać wnioski i patrzyli na sprawy z lekkim dystansem. Aby każdy z was uświadomił sobie cel swojego życia, znalazł to, co sprawia, że jesteś najszczęśliwszą osobą na świecie. Oby każda łza przerodziła się w szczery uśmiech. Bądźcie życzliwi, dbajcie o innych, dbajcie o siebie, nie oceniajcie bezpodstawnie, postarajcie zrozumieć odmienność każdego człowieka, przede wszystkim nie zapominajcie o osobach wokół was, tych najważniejszych i najbardziej potrzebnych do szczęścia. Dużo zdrowia i pozytywnej energii, siły i motywacji do działania, wiary w swoje możliwości i cierpliwości w drodze po sukces.
Your One Way To make You happy in 2016!
Pamiętaj. Nie ważne. Rób swoje.
-Evelina
Subscribe to:
Posts (Atom)


































